Moja Uczelnia-wspomnienia Krystyny Dudy

Moja uczelnia

czyli rozważania na 50-lecie

Wprowadzenie

           Z opolską uczelnią techniczną związana jestem zawodowo od 27 lat, to nieco więcej niż połowa jej samodzielnego funkcjonowania, choć emocjonalnie od ponad czterdziestu, gdyż w 1975 roku zostałam żoną asystenta naukowo-dydaktycznego ówczesnej WSI w Opolu, więc tematyka zawodowa i sprawy uczelniane stały się naszą codziennością, choćby z tej przyczyny, że po ślubie zamieszkaliśmy w pokojach asystenckich mieszczących się na parterze akademików, wtedy przy ul. ZSP.

            Przed pięcioma laty, gdy uczelnia przygotowywała się do obchodów 40-lecia – a byłam wówczas jako szefowa dużego działu w centrum wydarzeń - zastanawiałam się nad formą jaką ma przybrać okolicznościowa publikacja aby odbiec od schematycznych informatorów o uczelni. W czasie licznych rozmów na ten temat padło zdanie, które stało się moją inspiracją - trudno jednoznacznie rozstrzygnąć która uczelnia jest lepsza, ważne jest jaka pozostała w sercach i pamięci jej absolwentów oraz pracowników! Wiedziona tą wskazówką zwróciłam się   z pytaniami o to do jej byłych studentów i pierwszych jej pracowników, a zebrane wypowiedzi stanowiły clou ówczesnej publikacji na 40-lecie. Dziś ja pozwalam sobie na kilka wspomnień i refleksji o mojej uczelni, bo choć kończyłam opolską WSP, z którą łączą mnie całkiem inne, bo nasycone beztroską radością młodości wspomnienia, uważam Politechnikę Opolską za swoją uczelnię. Złożyły się na to lata twórczej pracy, czas spędzony w jej murach, wiele chwil radosnych – ale i trudnych, a także liczne więzy przyjaźni i koleżeństwa. Dlatego dzielę się tą refleksją na jej Złoty Jubileusz.

Początki

            Mąż, świeży absolwent AGH, poszukując pracy usłyszał od brata, że jego kolega z roku wrócił po studiach w Krakowie w rodzinne strony i zatrudnił się na WSI w Opolu, uczelni młodej, niedużej ale prężnej, która potrzebuje  młodych - zdolnych   na stanowiska asystentów. Niewiele się namyślając skorzystał z okazji i wyruszył do Opola, jak się okazuje – na zawsze. Zatrudnił się 1 września 1974 r. na Wydziale Elektrycznym (w roku 1975 uczelnia przechodzi ze struktury wydziałowej na instytutową) w Zakładzie Cybernetyki Technicznej, który wtedy mieścił się przy ul. Ozimskiej 75. Zakładem kierował doc. dr inż. Adolf Auer, naukowiec wywodzący się ze środowiska wrocławskiego, trochę oryginał, który skupił w swoim zakładzie zespół ambitnych pracowników i wiele wskazywało na to, że przyszłość jednostki jak i rozwój naukowy jej pracowników zapowiada się bardzo obiecująco. Niestety, niespodziewana decyzja doc. Auera o emigracji do Niemiec (w 1981 r.) pokrzyżowała te plany i po jakimś czasie ZCT przekształca się tworząc podwaliny kolejnych struktur wydziału. Po latach dawni pracownicy nawiążą współpracę ze swoim byłym szefem, prof. Auer odwiedza nawet uczelnię – teraz Politechnikę Opolską i zarysowuje się całkiem obiecująca, niestety nieskonsumowana, perspektywa współpracy.  

            Za sąsiadów w akademiku mieliśmy asystentów, którzy tak jak my, skromnie wkraczali w życie mieszkając w jednym pokoju z umywalką, łazienką na korytarzu i wspólną kuchnią. Ale jakie życie towarzyskie kwitło w tych siermiężnych realiach, ile dyskusji, rozmów, porad kulinarnych i życiowych słyszały te ściany! Kiedy po czterech latach przeprowadzaliśmy się z Pryzmy do mieszkania na budującym się wtedy osiedlu - dziś AK, mogliśmy swój skromny dobytek przewieźć na pożyczonym na tę okazję wózku mleczarza (kto to był mleczarz i do czego służył wózek – dobre pytanie do quizu o tamtych czasach). Żeby zamknąć ten wątek, na początku lat osiemdziesiątych mąż kończy pracę na uczelni i przechodzi do przemysłu .

W Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców.          

            Z uczelnią zawodowo związałam się w 1989 r. podejmując pracę  wykładowcy w Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców. Studenci z różnych krajów Europy i świata na opolskiej uczelni technicznej obecni byli także w tamtym czasie, choć nie za sprawą Erasmusa, ale studia w Polsce mogli podjąć po uzyskaniu stypendium polskiego rządu lub samodzielnym opłaceniu kursu w tzw. twardej walucie. Właściwe studia poprzedzone były obowiązkowym rocznym kursem języka polskiego. Temu zadaniu służyło SJP dla Cudzoziemców, powołane w 1985 r. w ramach Instytutu Matematyki, Fizyki i Chemii jako kurs (kierował nim mgr Marian Urbański) - zainteresowanych odsyłam do 3 nru Wiadomości Uczelnianych z września 1991 r. - a od 1988 r. jako „jednostka organizacyjna o charakterze pozawydziałowym”, którą od 1990 kierował zacny i zasłużony dla środowiska dr Józef Szymczak. Cóż to było za zajęcie, grupy liczące po kilka osób, nauka odbywała się po siedem godzin dziennie łącznie z sobotą, najpierw były to tylko lekcje z języka, potem dochodziły przedmioty kierunkowe, słuchacze zdeterminowani - bez języka trudno przecież podjąć studia - więc i na efekty nie trzeba było długo czekać. Cóż za satysfakcja dla nauczyciela utrudzonego  zmaganiami  z niesforną dziatwą w szkole podstawowej. A do tego jakie wrażenia kulturowe! Wykładowcy byli zapraszani na obchody  świąt narodowych i innych ważnych wydarzeń, co rodziło nieraz zabawne sytuacje. Nowy Rok według kalendarza obowiązującego w Kambodży   zbiegł się kiedyś niefortunnie z naszymi Świętami Wielkanocnymi. Długo trzeba było tłumaczyć, że nikt z nauczycieli nie przyjdzie na przyjęcie noworoczne organizowane w Wielki Piątek. W drodze kompromisu wybrano Wielką Sobotę. Jakież było zdziwienie moich bliskich, gdy dowiedzieli się, że na sobotni wieczór wybieram się na noworoczne przyjęcie, a warto dodać, że studenci z danego kraju rozsiani po różnych polskich ośrodkach mieli w zwyczaju ważne wydarzenia przeżywać gremialnie w jednym miejscu. Tak było także w święto narodowe Angoli (11 listopada), a obchody, szczególnie ich część ludyczna z cudną muzyką na długo zapadły w pamięć uczestników. Przez nasze Studium przewinęli się wtedy studenci ze wspomnianej Kambodży, Laosu, Sri Lanki, Etiopii, Libii, Angoli, Maroka, Algierii, Izraela, Wenezueli oraz grupa Palestyńczyków i kilku Kurdów z Syrii. Nie było u nas Wietnamczyków, których wielu studiowało na opolskiej WSP. Zmiany gospodarcze i polityczne będące efektem przełomu jaki dokonał się w Polsce, postawiły pod znakiem zapytania sens takiej formy prowadzenia naboru studentów- cudzoziemców, tym bardziej, że WSI zaczyna rozwijać się z niespotykanym dynamizmem, przybywało studentów, którzy potrzebowali miejsc w akademikach. A i przysłowiowe 100 $, które poza stypendium, ekwiwalentem za wyżywienie i bezpłatnym zakwaterowaniem, do niedawna pozwalało cudzoziemcom w PRL-u na w miarę beztroskie życie, po przemianach miało wartość ok. 300 zł. Los Studium zdawał się w tej sytuacji przesądzony, choć władze uczelni próbowały je ratować adresując ofertę do Polaków z byłych krajów ZSRR. Jednak po kilku latach jednostka zostaje zamknięta.

            WSI w Opolu miało szczęście do rektorów, uczelnia dynamicznie się rozwija i dotyczy to wielu obszarów, rośnie liczba studentów, kierunków kształcenia, tematyki badawczej oraz szeroko pojętej kultury akademickiej. Ówczesny prorektor ds. nauki, prof. Jerzy Skubis podczas jednego ze spotkań w ramach corocznych seminariów podejmuje decyzję o utworzeniu uczelnianej gazety powierzając realizację zamysłu piszącej te słowa – wtedy jeszcze wykładowcy w SJP. Od słów do czynu krótka droga, powołany zostaje zespół redakcyjny, który tworzą: Krystyna Duda – redaktor naczelna, Andrzej Michniewicz, Elżbieta Ciechocińska, Małgorzata Kalinowska z uczelnianego wydawnictwa, z redakcją ściśle współpracuje Maria Zielińska, ówczesna kierownik Działu Kształcenia i w maju 1991 r. wychodzi pierwszy numer gazety pod nazwą „Wiadomości Uczelniane”.

W rektoracie

            Zanim nastąpiło zamknięcie SJP zaproponowano mi przejście do Biura Rektora, co stało się faktem w październiku 1992 r. Ta zmiana wynikła z wcześniejszej decyzji o powołaniu do życia uczelnianej gazety i powierzenia mi obowiązków redaktora naczelnego. Nowe, administracyjne obowiązki nie były porywające, ale dawały trudne do przecenienia możliwości dla redaktora, jak choćby dostęp do informacji czy pokonywanie decyzyjnych barier. W Biurze Rektora pracowałam dwa lata, wiele się nauczyłam, co miało procentować w kolejnych latach.

Wiadomości Uczelniane moja miłość!

            Nowo powołany periodyk ukazywał się regularnie jako miesięcznik (z przerwą na lipiec i sierpień) od maja 1991 do lipca 2013 roku, łącznie 239 wydań. Podjęcie obowiązków redaktora naczelnego gazety pozwoliło mi na inne spojrzenie na całość spraw uczelnianych. Piękna praca dydaktyka ustąpiła miejsca nowej pasji, jaką stało się redagowanie gazety. Jak się okazało, fakt powoływania gazet uczelnianych lub reaktywacji wcześniej wydawanych tytułów nie jest w kraju w środowiskach akademickich czymś odosobnionym. Na początku lat dziewięćdziesiątych biuletyny informacyjne powstają na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu – „Głos Uczelni”, na Uniwersytecie Gdańskim – „Gazeta Uniwersytecka”, w Akademii Medycznej w Gdańsku, „Pismo AMG”, łącznie kilkanaście tytułów, a w ich liczbie „Wiadomości Uczelniane” – wtedy WSI w Opolu. Wkrótce też nastąpiła integracja środowiska redaktorów, którzy organizują coroczne spotkania przeradzające się w konferencje trwające do dziś. Na pierwszym spotkaniu w Gdańsku w 1993 r. uczestniczy 13 redakcji. Rok później, kwerenda wykonana na spotkanie w Toruniu, gdzie obecne są już „Wiadomości Uczelniane” mówi o ponad 40 wydawanych tytułach, wliczając w to gazety studenckie. Podczas dorocznych zjazdów wymieniano doświadczenia, wypracowywano formy promocji i nowoczesne rozwiązania organizacyjne. Kiedy stało się jasne, że bez właściwej promocji trudno zbudować dobry wizerunek uczelni, w opolskiej uczelni technicznej także zapadła decyzja o utworzeniu jednostki ds. informacji i promocji obejmującej swym zasięgiem także redakcję gazety, i miałam okazję ją tworzyć. Konferencje redaktorów organizowane corocznie w innym ośrodku dają okazję do wymiany doświadczeń, omówienia bieżących wydarzeń i ugruntowania roli prasy akademickiej. W ponad dwudziestoletniej ich historii Opole i Politechnika Opolska były dwukrotnie gospodarzem spotkań  redaktorów, a to udało się to powtórzyć tylko ośrodkom w Gdańsku, Krakowie i Poznaniu.

            „Wiadomości Uczelniane” wkrótce stały się „świadkiem” ważniejszych wydarzeń na uczelni rozwijającej się w tempie imponującym. Gazeta szybko zyskała spore grono czytelników oczekujących na kolejne wydania, a szczególnie na comiesięczny wywiad, w którym osoby mającymi wpływ na rozwój uczelni mówiły o istotnych z ich punktu widzenia sprawach środowiska. Popularność wywiadów zaowocowała książką pt. „Rozmowy o politechnice” będącą zbiorem najciekawszych wywiadów z WU, przygotowaną i   wydaną na XX – lecie gazety.

Poza regularnymi wydaniami WU, ukazują się wydania specjalne towarzyszące szczególnym wydarzeniom, np. opolskim festiwalom nauki, obchodom święta Politechniki Opolskiej, wyborom władz uczelni, otwarciu muzeum politechniki, podsumowaniu jubileuszy uczelni i wydziałów, corocznym wystawom, postaciom doktorów honoris causa Politechniki Opolskiej, ale także tym smutnym i tragicznym jak odejście nieodżałowanej pamięci prorektora ds. studenckich, prof. Jerzego Jantosa czy wydanie poświęcone pamięci Prezydenta RP i ofiar katastrofy smoleńskiej.

            W tym momencie przerywam tok narracji aby nie zmęczyć Czytelników, temat jest na tyle bogaty, że trudno zamknąć go w kilku zdaniach – raz jeszcze powtórzę - „ Wiadomości Uczelniane” to była moja miłość!   Trudno się pisze o miłości, bo wychodzi opowieść albo ckliwa albo banalna. Zainteresowanych zapraszam do lektury – wszystkie numery pięknie oprawione zajmują obszerną półkę w moim pokoju, część dostępna jest w wersji elektronicznej na stronie uczelni, a szczególnie polecam specjalne wydanie WU nr 16(233) przygotowane w Opolu we współpracy z redakcją Gazety Uniwersyteckiej z Katowic na dwudzieste spotkanie redaktorów. Można znaleźć tam barwny opis akademickich realiów, trochę humoru, nieco smaczków, słowem – samo życie!            Możliwość współuczestniczenia w powołaniu uczelnianej gazety i bycie przez ponad dwie dekady jej redaktorem naczelnym odbieram jako uśmiech losu. Jako absolwentka filologii polskiej czułam się przygotowana merytorycznie i mentalnie do tego zawodu, ale fakt kierowania „własną” gazetą i swoboda w doborze tematów jaką ze strony wydawcy (czyli uczelni) przez lata się cieszyłam, plasuje to zajęcie wśród wyjątkowych. Doskonale zdaję sobie sprawę, że sama niewiele bym zdziałała, redakcja to zawsze zespół ludzi, a przez te ponad dwadzieścia miałam okazję współpracować z wieloma ciekawymi osobami. O tym jak zmieniała się gazeta i sposób jej przygotowania, a potem druku pisałam kilkakrotnie przy okazji kolejnych rocznic. Chciałam, wyrażając przy tym podziękowanie, wspomnieć te osoby, które w przygotowanie gazety wniosły istotny wkład, jak fotograf Sławoj Dubiel, Marcin Kamiński, (który odesłał maszyny do pisania w mrok historii) Waldemar Szweda (przez lata podpora i trzon wydawnictwa), Tomasz Sołtyński, Łukasz Michniewicz, aktualnie szef Oficyny Wydawniczej) czy – trudno wymieniać tu z imienia i nazwiska licznych, tzw. korespondentów wydziałowych. Szczególną osobą jest w tym gronie pani Lucyna Sterniuk-Gronek, utalentowana młoda osoba, która do promocji i redakcji gazety weszła w 2007 r. a od maja 2009 r. zajęła się także opracowaniem graficznym. Jej oryginalne projekty nadały „Wiadomościom” dodatkowego waloru, a współpraca z artystą fotografikiem Sławojem Dubielem uczyniły z WU rozpoznawalny w kraju i ceniony periodyk. W Lucynie od początku współpracy widziałam swoją następczynię i nie zawiodłam się.

            W 2013 roku zmieniła się formuła gazety i kierownictwo, a WU zamiast w wydaniu papierowym dostępne są w wersji on-line. Życie gazety uczelnianej to temat na osobną opowieść, a nawet opracowanie, może jakiś specjalista od prasy akademickiej sięgnie do obfitych materiałów źródłowych i świadków, by „popełnić ” artykuł, a może ambitny student porwie się czyniąc z tego temat swojej pracy dyplomowej?

W wydawnictwie i promocji

            Lata dziewięćdziesiąte to początek wręcz żywiołowego rozwoju uczelni, która w roku 1996 mocą ustawy sejmowej zmienia nazwę stając się Politechniką Opolską. Miałam szczęście obserwować większość działań zmierzających do takiego finału, w niektórych mogłam uczestniczyć, dorzucając swój własny mały kamyczek. Z początkiem roku 1998 objęłam kierowanie uczelnianym wydawnictwem, które zyskuje nową nazwę Oficyna Wydawnicza i własny objęty ochroną znak graficzny. Przechodzi też gruntowną modernizację i reorganizację, zmienia także siedzibę opuszczając pokoszarowy budynek przy ul. Ozimskiej i zajmując pomieszczenia przy ul. Mikołajczyka – „blisko rektoratu” – jak komentowano ten fakt. Przy wydawnictwie rozwija się promocja, która od 2006 r., po jubileuszu 40-lecia staje się osobnym, dynamicznie rozwijającym się działem.

            Systematyczne i wielowątkowe przedstawienie rozwoju uczelni tamtych lat, to temat na poważną monografię, ja ograniczę się do wymienienia tych przedsięwzięć, w których przede wszystkim miałam okazję współuczestniczyć i które najbardziej zapadły mi w pamięć i serce. Wraz z zespołem wspaniałych pracowników wydawnictwa, a potem promocji – co dobitnie podkreślam przy każdej okazji - współuczestniczyliśmy w licznych, spektakularnych nieraz przedsięwzięciach. Nie wszystkie przynosiły spodziewany finał jak np. pozyskanie dla potrzeb uczelni terenu i obiektów Metalchemu SA, większość jednak - to sukcesy. Na początku lat 2000 uczelnia dostała od miasta koszary przy ul. Prószkowskiej 76 adaptując je na II kampus – „przekuwając miecze na lemiesze” – jak skomentował ten fakt wielki przyjaciel uczelni, charyzmatyczny ks. abp. Alfons Nossol. Do II kampusu z czasem przeniósł się rektorat, cała administracja uczelni i dwa wydziały, (nawiasem mówiąc życzliwość miasta wobec uczelni wciąż trwa, czego ilustracją jest obecna budowa ronda co radykalnie rozwiązać powinno problem komunikacyjny doskwierający tej części miasta oraz studentom i pracującym w II kampusie). Na 40-lecie uczelni z racji uzyskanych uprawnień wręczony został pierwszy doktorat honoris causa (prof. Jerzy Buzek), a wspaniała gala z tej okazji odbyła się w Filharmonii Opolskiej. W świeżo oddanej do użytku hali sportowej w II kampusie gościliśmy ówczesnego prezydenta RP, prof. Lecha Kaczyńskiego, który odebrał z rąk rektora prof. J. Skubisa ustanowiony na rocznicę Medal Politechniki Opolskiej. W tamtych latach powstaje orkiestra, potem chór Politechniki Opolskiej, a dokonania środowiska opolskiej uczelni technicznej prezentują w przestrzeni miejskiej coroczne wystawy – dzieło wybitnych pracowników Działu Promocji i Kultury. Ciągnąca się latami budowa łącznika w kampusie przy ul. Mikołajczyka znajduje szczęśliwy finał, a uzyskana przestrzeń zaskakuje różnorodnością możliwości jej zagospodarowania, od miejsca na targi, wystawy, po uczelniane uroczystości. Kilka lat z rzędu za sprawą pani plastyk (a jakże – z promocji!) zmieniał się Łącznik w salę balową, a z rozmachem przygotowane bale Politechniki Opolskiej cieszyły się wielką popularnością w Opolu i regionie. W 2010 r. udaje się rzecz wręcz niewiarygodna, oto z powodu remontu miejskiego amfiteatru zachodzi obawa, że 47 Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki nie odbędzie się w Opolu. Wtedy rektor Skubis proponuje miastu i organizatorom festiwalu przygotowanie imprezy w II kampusie. W ciągu kilku dni wielki parking zmienia się w scenę i widownię, a w „piątce” gdzie ma swoją siedzibę uczelniana promocja, zlokalizowana została cała produkcja czyli garderoby, charakteryzatornie, itp., obok wyrasta prawdziwe miasteczko telewizyjne. Opolski festiwal piosenki się odbywa, po kilku dniach wszystko znika bez śladu, a dowodem na to, że takie wydarzenie miało miejsce jest świetne, specjalne wydanie gazety „Technicznie rzec biorąc – piosenka….” (WU (2/206), autorką opracowania graficznego i wspaniałych bon motów jest pani Lucyna Sterniuk-Gronek).

            Politechnika Opolska pnie się coraz wyżej w rankingach, by w roku obchodów kolejnej rocznicy - 45-lecia wejść do pierwszej pięćdziesiątki najlepszych uczelni w kraju! W 2011 r. w  budynku nr 5 w II kampusie  powstaje muzeum Politechniki Opolskiej z kolekcją lamp rentgenowskich, którego otwarcie stało się w mieście wydarzeniem kulturalnym, a powstała jednostka stała się wkrótce placówką rozpoznawalną w kraju i poza jego granicami. W tym samym roku Poczta Polska emituje znaczki z okazjonalną przywieszką informującą o obchodach 45-lecia opolskiej uczelni technicznej (był zamysł aby Złoty Jubileusz uczelni uczcić pamiątkową monetą wybitą przez Mennicę Polską). Obchodom budującym tożsamość środowiska patronuje św. Jan Kanty – uczony i święty, a w  II kampusie powstaje jego marmurowy pomnik, dzieło wrocławskiego rzeźbiarza prof. Ryszarda Gluzy i jego asystenta Radosława Kelera. Odsłonięcie pomnika stało się okazją do kilku spektakularnych wydarzeń ze sfery sacrum i profanum, takich jak akademicka msza św., sesja popularno-naukowa, wystawa rzeźb. Jestem przekonana, że wszystkie, zaledwie zasygnalizowane tu przedsięwzięcia przyczyniły się w do budowania i utrwalania dobrej akademickiej tradycji Politechniki Opolskiej znajdującej wyraz w corocznej celebrze pamięci o zmarłych pracownikach i studentach, przeżywaniu święta uczelni i obecności  pocztu sztandarowego w ważnych dla środowiska i kraju wydarzeniach (podczas inauguracji roku akademickiego 2008/2009 poczet po raz pierwszy wystąpił w specjalnie zaprojektowanych czapkach studenckich). I tak można by mnożyć kolejne wydarzenia, okoliczności – wymieniłam tylko te najważniejsze, a właściwie te barwniejsze wydarzenia.

            Pragnę w kilku słowach wspomnieć o jeszcze jednym obszarze aktywności, czyli działalności związkowej. Od powstania wstąpiłam w szeregi NSZZ Solidarność toteż podejmując pracę na WSI, za naturalne uważałam wejście w struktury uczelnianej Solidarności, tym bardziej, że zapisała się ona piękną kartą w środowisku w latach 80. Okoliczności powstania Solidarności w naszej uczelni opisał na okoliczność jubileuszu dr Zygmunt Kasperski, współtwórca związku, potem prorektor uczelni kilku kadencji. W największym skrócie dodam tylko, że miałam to szczęście przez lata pracować w uczelnianej Komisji Zakładowej , a latach 2001 – 2006 być przewodniczącą związku. Z tamtych lat pozostała m.in. oryginalna wystawa pt. Opolska droga do niepodległości (X 2006), wciąż aktualna i wzbudzająca zainteresowanie. Ogromny materiał  autorstwa Z. Bereszczyńskiego wykorzystany do jej przygotowania i okoliczności powstania wystawy zasługują na pamięć i popularyzację. Działalności związkowej pozostałam wierna do dziś.

    Podsumowanie

            Świadomie nie opisuję tak ważnych aspektów rozwoju uczelni jak powstające kolejne kierunki studiów, uzyskiwane uprawnienia doktorskie i habilitacyjne, rozwój kadry naukowej i rozbudowa bazy, czy powstanie nowych wydziałów i wkład pracy jaki to poprzedzał – to jest zadanie zbyt poważne aby opisywać je w kontekście jubileuszowych wspominków i przeznaczone dla tych, których jest   zasługą. Wspominając, skupiłam uwagę na tym „ w czym maczałam palce”, obok wielu innych rąk głęboko w dziele „zanurzonych”.

            Właściwie nie planowałam wypisywać się na okoliczność jubileuszu, od trzech lat jestem już zawodowo poza sprawami promocji i kultury na uczelni, a przede wszystkim poza „Wiadomościami Uczelnianymi”. Zainspirował mnie jednak do tego kolega (ten sam co zatrudnił się po studiach w małej prężnej WSI w Opolu) uświadamiając jaki to kawał historii i jak ważne wydarzenie. Kiedy jego macierzysta uczelnia - AGH w Krakowie obchodziła 50-lecie - był na II roku studiów. Ten fakt, prawdziwe święto uczelni było tak w środowisku celebrowane, że żyli nim nawet studenci. Takiego faktu nie można pominąć – wszak to prawdziwy, bo złoty jubileusz naszej uczelni. Wzięłam to sobie do serce i dorzucam swój maleńki kamyczek do obchodów tego pięknego wydarzenia jakim jest półwiecze opolskiej uczelni technicznej. A że stara miłość nie rdzewieje, a najłatwiej przychodzi mi pisanie – napisałam.

Krystyna Duda

Opole, maj 2016 r.